Ślipczyńska: Pozytywnie nastrojona

Kontynuujemy nasz cykl rozmów. Tym razem siódemka damskiego turnieju.

Alicja Ślipczyńska, siódma na liście startowej w kategorii damskiej opowiada nam o systematyczności, powrocie po kontuzji i zmianie podejścia do squasha.

Dla zawodniczki z Krakowa (wesoło zaznaczająca, że stężenie smogu w płucach zawodników z tego miasta powinno tłumaczyć wszystkie ich porażki w końcówkach) będę to dopiero drugie w karierze Mistrzostwa Polski.

- Jesteś instruktorką narciarstwa. Na początek, pytanie zdrowotne: czy narty, szczególnie w połączeniu ze squashem, to nie jest przypadkiem trochę za dużo dla kolan?

Niestety tak bywa. Dwa lata temu zresztą właśnie na nartach złapałam kontuzję nogi i od tego czasu trochę mniej uczę innych jeździć, ale co ciekawe, więcej gram w squasha.

- Jesteś absolwentką AWF czyli squash i narty nie były pewnie jedynymi sportami jakie uprawiałaś?

Wcześniej trenowałam przez 2 lata koszykówkę i przez 4 lata lekkoatletykę: trójskok, skok w dal, płotki…

- …musisz w takim razie mieć doskonałe odbicie i „wyjście do piłki”: po korcie pewnie po prostu skaczesz zamiast się po nim poruszać jak większość zawodników.

O tak, wyjście do piłki mam przez to naprawdę fan-ta-styczne. Co do skakania po korcie, zależy ile jeszcze mam w danym meczu siły, ale na początku, wiadomo, zawsze. Teraz ze sportów został mi już właściwie tylko squash, zdominował mój czas wolny.

- W wykresie przedstawiającym twoją pozycję w rankingu damskim PFS, od końcówki 2012 roku widać wyraźny i praktycznie nieprzerwany marsz w górę w twoim wykonaniu.

Wcześniej co prawda grałam, ale traktowałam to bardziej jak okazję do spotkania ze znajomymi, poodbijania i tylko miłego spędzenia czasu. Moje podejście zmieniło się, kiedy wróciłam do sportu po wspomnianej kontuzji; stwierdziłam, że skoro organizm mi na to pozwala, to czemu nie zacząć grać na poważniej? I rzeczywiście, od tego czasu „krzywa” moich wyników zaczęła wzrastać.

- Wzrastać bardzo systematycznie. Właściwie co tydzień jakaś poprawa. Wnioskuję z tego, że jesteś bardzo…

…systematyczną osobą?

- Dokładnie! Albo miałaś bardzo rygorystycznych trenerów.

To ostatnie też w jakimś stopniu, ale po powrocie do grania, squash po prostu mnie pochłonął. Bardzo fajnie spędzałem przy tym czas, dobrze się bawiłem i wyciągałam dużo dla siebie. Teraz moja „kreska” na tym wykresie PFS jest równa i mam nadzieję, że jeszcze przez długi czas się utrzyma przynajmniej w tej równej pozycji. Oby nie spadkowej.

– Ostatnio na formę chyba nie możesz narzekać: w całym sezonie tylko jeden turniej zakończyłaś poza pierwszą dziesiątką.

Nawet pamiętam ten „jeden turniej”: to było w Poznaniu, dokąd jechałam bardzo długo, ale bardzo cieszyłam się tą jazdą. Później niestety przegrałam pierwszy mecz i z całego wyjazdu od razu zaczęłam cieszyć się o wiele mniej… Poza tą wpadką, jestem jednak bardzo zadowolona z moich występów w całym „sezonie”. Jestem też bardzo ciekawa i pozytywnie nastrojona wobec tego co wydarzy się za dwa tygodnie we Wrocławiu.

- W zeszłym roku Poznań (lub raczej jego najbliższa okolica) okazał się dla Ciebie szczęśliwy: w Mistrzostwach Polski raczej niespodziewanie wyeliminowałaś dużo wyżej rozstawioną Katarzynę Teinert i zajęłaś ostatecznie 8 miejsce.

To były moje pierwsze Mistrzostwa Polski i wspominam je naprawdę bardzo dobrze. Strasznie się cieszyłem z tego wyniku, bo jechałam tam całkowicie bez żadnych oczekiwań. Wyjeżdżałam więc bardzo miło zaskoczona.

- Udało ci się może zagrać na szklanym korcie?

Nie, „szklankę” oglądałam tylko z zewnątrz. Było strasznie zimno – tyle pamiętam. Przy okazji: macie tam we Wrocławiu dobrze dmuchać, żeby w trakcie IMP nie było na niebie ani jednej chmurki.

- Postaramy się. Czego jeszcze poza dobrą pogodą ci tutaj życzyć?

Chciałabym, żeby nie było gorzej niż w zeszłym roku. Zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby do tego nie dopuścić, a może nawet nieco poprawić tamten wynik. Do zobaczenia!

(Rozmawiał: Adrian Fulneczek)