Stachowski: Wewnętrzny ninja

Dwójka turnieju Open opowiada nam o swojej formie przed IMP 2014.

Łukasz Stachowski niedawno po raz pierwszy awansował na sam szczyt rankingu PFS. Czy po dobrym sezonie zabłyśnie na Mistrzostwach Polski?

Jak dotąd najlepszym wynikiem Stachowskiego w IMP jest ubiegłoroczne piąte miejsce. Tam liczył jednak na wiele więcej, ale w ćwierćfinale przegrał z Mateuszem Kotrą.

- Minął rok od twojej bolesnej porażki w Poznaniu. Zdaje się, że od tamtego czasu zrobiłeś squashowo duży krok do przodu.

Czerpię na pewno większą radość z gry i to przekłada się na jej większą jakość. Poprawiłem się też, bo od lipca mieszkam w Warszawie i codziennie mogę trenować z Wojtkiem Nowiszem i Anią Jurkun. Razem pniemy się do góry. To duża zmiana, bo w Poznaniu niekoniecznie miałem z kim trenować.

- Jesteś poznaniakiem w Warszawie: jeśli wierzyć stereotypom, akuat komuś z Poznania powinno być w stolicy szczególnie trudno…

Jest na szczęście bardzo dobrze. Pod względem squashowym i tego co chcę robić w życiu – czyli filmów – czuję, że dokonałem zmiany na lepsze.

- To rok bardzo dobrych wyników.

Może miałem szczęście w losowaniach, ale myślę, że ostatnie 4-5 turniejów A grałem na fajnym poziomie. To bardzo cieszące.

- Ale z drugiej strony, po tak dobrym roku zaczną się oczekiwania. Już się zaczęły! Wiele osób widzi w tobie faworyta…

Traktuję te Mistrzostwa jak każdy inny turniej, w którym biorę udział. Zawsze daję z siebie wszystko, całe serce. Czasami wychodzi lepiej, czasami gorzej, ale podchodzę do tego z dużym dystansem. Nie chcę się spalić psychicznie. Planuję zagrać jak najlepsze mecze i dojść do tego finału, a nawet wygrać tytuł. A później, już w poniedziałek po finałach wsiadamy do samolotu (razem z Przemkiem, Marcinem i Wojtkiem) i lecimy na Indywidualne Mistrzostwa Europy – tam moje podejście będzie takie samo. Na każdym turnieju chcę się zaprezentować tak samo dobrze.

- Podobnie jak u Przemka Atrasa, tobie droga na szczyt też zajęła zaledwie 5 lat.

Zacząłem miesiąc przed otwarciem MySquasha, miałem jakoś 18 lat. W klubie Arena zobaczył mnie na korcie Damian Maliński i to on zaszczepił we mnie miłość do squasha. Trenowaliśmy razem dwa tygodnie, a później otworzył się już MySquash i przeniosłem się tam. Uczyłem się od wszystkich po kolei, którzy rządzili wtedy poznańskim squashem: od Abramowskiego, od Gałeckiego…

- …i piąłeś się do góry.

Tak, głównie właśnie dzięki możliwości trenowania z lepszymi od siebie, którą dał mi Damian Maliński. Chciałbym mu za to serdecznie podziękować. Jest często kojarzony z juniorami, ale niewiele osób wie, że taką pierwszą postacią, której on pomógł byłem właśnie ja. Bez niego nie byłoby mnie tutaj i zawsze będę o tym pamiętał.

- A powiedz: cieszyłeś się, będąc jedynką w rankingu PFS?

To było fajne. Dowiedziałem się o nowym rankingu i moim pierwszym miejscu podczas Drużynowych Mistrzostw Europy w Chorwacji. Bardzo budująca wiadomość i na pewno motywująca do dalszej pracy: pierwsze miejsce umocniło mnie w przekonaniu, że idę we właściwym kierunku, że z tego czemu poświęcam tyle czasu coś wynika. Kolejnym celem będzie utrzymanie tego miejsca trochę dłużej niż 4 tygodnie, po których – parę dni temu – je straciłem. Zobaczymy jak będzie po IMP, gdzie mam przecież najmniej punktów do „obronienia” z czołówki, bo rok temu byłem piąty.

– Czy fakt, że w tym roku możesz w ćwierćfinale znowu trafić na Mateusza Kotrę, który pokonał cię na Mistrzostwach Polski rok temu, wzbudza w tobie jakieś konkretne emocje?

Jeśli dojdzie do takiego spotkania, to wiem, że wejdę na mecz i dam z siebie wszystko, żeby go wygrać. Nie skupiam się na przeszłości; wolę myśleć o tym, co przede mną. Mateusz Kotra bardzo mocno się poprawił przez ten rok: udowodnił to, wygrywając w tym roku z Wojtkiem Nowiszem i Marcinem Karwowskim. Jeśli dojdzie do takiego pojedynku, to myślę, że będzie tak samo niezapomniany jak nasz pojedynek w tamtym roku. Dramaturgii może być dużo.

- W zainteresowaniach miałeś wpisany snowboard. To twoja druga po squashu pasja w życiu?

Całe życie marzyłem, żeby trenować boardercross (konkurencja, w której 4 zawodników rywalizuje na trasie zjazdowej z przeszkodami- wikipedia). Myślę, że gdybym nie trenował squasha, to tym właśnie bym się zajmował: jestem w miarę masywny i mam dobrą stabilizację więc wymarzone warunki. Kiedyś trenowałem to w Poznaniu na Malcie, jeździłem nawet na zawody, ale wiadomo, że warunki w Polsce są takie, że nie da się tego robić zbyt często. I w ten sposób musiałem zostać przy squashu.

- Ale chyba nie żałujesz takiego obrotu spraw.

Oczywiście, że nie żałuję! Kocham squasha. To dla mnie przygoda, której nikt mi nie odbierze, a także możliwość poznawania ciągle nowych ludzi i podróżowania, to dla mnie w tym najfajniejsze. Chciałbym, żeby ta przygoda trawała jak najdłużej i szła w dobrym kierunku, tzn. żebym utrzymał się w czołówce w Polsce i zaczął walczyć o dobrą lokatę w Europie i może na świecie.

- Podsunąłeś organizatorom pomysł, żeby każdy zawodnik wchodził na szklany kort przy wybranej przez siebie piosence. Na jaki utwór, dobrze opisujący twoje podejście do tych Mistrzostw, padłby twój wybór?

Moja piosenka, to ”Inner Ninja” zespołu Classified; lekko hiphopowy i strasznie pozytywny utwór. Wielu moich znajomych mnie z nią kojarzy, bo kiedy ich wiozę prawie zawsze leci w głośnikach. Nie da się przy niej nie uśmiechnąć i nie poczuć tych pozytywnych wibracji. Właśnie z takim nastawieniem mam zamiar rozegrać te Mistrzostwa.

(Rozmawiał Adrian Fulneczek)